brakuje mi chwil samotnosci, zastanowienia, kto wie, moze nawet swego rodzaju melancholii, kiedy wszystko mialo gorzki posmak, kiedy przyszlosc rysowala sie wylacznie w czarnych barwach. czy mozliwa jest tesknota za najwiekszym wrogiem?
"zmienilam sie". to banalne, tak niewiele oddaje, tego co zaszlo, czy zachodzi gdzies w srodku.
patrze w niebo i staram sie dostrzec to co niegdys, gdy czekalam na deszcz, gdy szukalam, sama niewiedzac czego, gdzies posrod chmur.
byc moze pragnelam odpowiedzi, spelnienia marzen.
ciezko ujac w slowa, to samoobserwacja, brak czasu by zdefiniowac, ujac w ramy. nie potrafie juz myslec o sobie w taki sposob jak kiedys. jakbym przeszla do innego swiata, a raczej stala czescia tego kiedys nieosiagalnego.
nie chce czuc juz tesknoty. takiej od ktorej boli zoladek, sciska w srodku i nie widac nadziei. a dookola nikogo. nie tego rodzaju samotnosci pragne.
piątek, 16 lipca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)