poniedziałek, 24 sierpnia 2009

f.less

nie mam siły,
kapitulacja.
nie będę prosić o litość, bowiem nie przyniesie to efektu.
czy może być coś gorszego?
wątpliwe.

i nic nie da rozważanie. co by było "gdyby".
żadnej alternatywy. niestety.

rok do tyłu.

sobota, 22 sierpnia 2009

----

dziś słowa piosenek plączą się w głowie ze wszystkimi obietnicami. nie.spełnionymi.
dziś cząstki tamtego dnia, kiedy nastąpił koniec świata. wyraźnie w powietrzu czuć zapach tej żałości, choć przecież to lata świetlne stąd...
ciągła ucieczka męczy, chowanie siebie przed sobą, nie wystarczy zakryć luster, to coś więcej. to zbyt realne, zbyt ciężkie. kiedy marzy się wyłącznie by głowę złożyć na cudzej piersi, posłuchać bicia serca i w jego rytmie odnaleźć spokój, ten najpiękniejszy.
jestem w milionach części. nie potrafię. nic. autodestrukcja.
choć czasem w jednej chwili, wszystko nabiera nowego znaczenia.
sensu?
trudno w tym wszystkim doszukiwać się choćby najmniejszego.
przyczyny bowiem, również pozostają nieodgadnione.
pocieszenie stanowi fakt, że moje sumienie jest czyste.
i jeśli ty nie masz sumienia, ja, ja mam. za nas oboje.

czwartek, 20 sierpnia 2009

---

przeciez tego nie chcialam, uciekalam, odpychalam, mowilam nie, nie, prosilam. a i tak sie stalo. wszystko wrocilo, uderzylo mocno.
nie widac "tego" po nas, zadnego napisu na czole, zadnych wyraznych znakow, brak szczegolnych cech.
stwarzamy pozory, smiejemy, palimy papierosy, rozmawiamy o blahostkach.
umierajac co wieczor, kazde w swoim lozku, w oddaleniu, choc czujemy swoje oddechy.
nie da sie zerwac, przerwac, czy uciec przed tym.
byc moze ostatecznie doprowadzi to do rozkoszy.
choc niepewnosc jest zbyt wielka by fukncjonowac normalnie obecnie.

niedziela, 16 sierpnia 2009

summ

krople herbaty spływają niczym krew po nadgarstku.
melancholia, wszędzie.
nie mam siły nawet przed tym uciekać.
nie da się.

koszmarne noce. nie pamiętam kiedy ostatnio spałam "dobrze".

chciałabym, by koniec nastąpił.
tyle, że niemożliwe, bowiem to już się stało.

czwartek, 13 sierpnia 2009

mery very happy.

lubię kioskowe wystawy.
klucze, breloczki, okulary, czasopisma, magazyny dla pań i panów, batoniki, papierosy. maskotki.
cuda, cuda.

lubię bardzo siedząc w centrum miasta obserwować ludzi.
to nałóg! wścibstwo.
dlaczego pani nosi na sobie ARBUZY?


widziałam dziś pinokia. po metamorfozie- z kukły w człowieka.
(ukochany cytat "a czym zajmuje się twój ojciec?" "klepie biedę")



mam nową poduszkę, pościel.
przyjemne sny w obłokach papierosowego dymu.

marzy mi się podróż dookoła świata. balonem.
marzy mi się troszkę wygodniejsze krzesło.

przede wszystkim marzę o kokosowej czekoladzie.

(odczuwam głód o każdej porze dnia i nocy. wielogodzinna lektura książek z dziedziny psychologii pozwala mi wysnuć teorię, iż jest to w istocie głód emocjonalny. )


(czasem naprawdę nie nadążam za tokiem własnych myśli. to dar i przekleństwo.)

środa, 12 sierpnia 2009

oooo

zostawilam to w tyle, gdzies pode mna, lekkosc sumienia pozwala mi zasypiac spokojnie. nadstawiam drugi policzek, jestem wolna; przypomina to wakacje cztery lata wstecz, gdzie przyszlosc byla jasna, w powietrzu czuc te zmiany, wtedy calkowicie przelomowe.
kiedy noca spotykam ludzi, rozmawiajac z nimi, siedzac na chodniku, to w pewnym sensie magia.
czasem tylko lekki zal, ale przeciez nie ja zdecydowalam, nie ja odeszlam, bylam caly czas, w tym samym miejscu, obserwujac, milczac.
niewypowiedziane slowa juz nie maja znaczenia.
dobranoc.

niedziela, 9 sierpnia 2009

.

gubię wczorajszy dzień, gubię wspomnienia, to łatwe, rozsypać się, rozlecieć i rozpaść. otrzepać i wstać. wypiję gorzką herbatę, pójdę na spacer, między drzewami zobaczę niewyraźną postać, będę śnić o czymś innym niż zwykle. spotykam wielu ludzi. obserwuję. by gdzie indziej dostrzec wszystko zawierające się w jednym spojrzeniu. (czy kiedy zamknę oczy, stanę się niewidzalna?)

-

przekroczyłam limit. transferu. przerażające, masochizm. dobijam się, tracąc. wszystko. prawie pierwsza w nocy. gdziegdziegdzie jesteś. czemu nie tu. daleko, nie udaje mi się wyrzucić tego z głowy. nie wiem, o co mi chodzi. nie wiem dlaczego tak. dlaczego sprawdzam siebie. brak kontaktu ze światem, był zdecydowanie lepszy. czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. tysiące zdjęć (żadnych moich, straciłam najlepszego przyjaciela), tam i tu. tu i tam. różnicą jest tylko, że co rano nie patrzę przez okno. niebo widzę z pozycji leżącej. pochmurne. to nie to niebo na ziemi. nie widzę, tego co było. nie nienawidzę, raczej odczuwam żal. i dwa słowa, w głowie przed zaśnięciem. i strach, bo co jeśli te słowa były ostatnimi. przecież wtedy motywy naszych zachowań były całkowicie inne. zbyt duży spokój odczuwam, by zburzyć go, próbując. cokolwiek naprawić, zmienić relacje. to nie moja wina. byłam szczera, oddana, zawsze, dobre serce, miękkie. ile czasu czekać? rok? miesiąc? nie, nie jest źle. przecież przyzwczajona jestem do braku. to stan naturalny. nie ma. nie ma. pustka. jak w piosence "so deep, that it didn't even bleed". nie.czekam. na co? cud? cudów nie ma. a życie tym różni się od bajek, że w bajkach wszystko kończy się dobrze. tu, dobrze się tylko zaczyna. nienawiść motywem przewodnim. nic innego nie przychodzi mi do głowy. zablokuj mnie. przecież sobie poradzę. wybaczę. jak wszystko i zawsze. żadnych obietnic. mam smutek we krwi. odwróć mnie do góry nogami. wiesz, co widzisz. nie zmienisz odpowiedzi, odbicia, nie zmienisz nic, nie chcesz. masz wszystko. o czym marzyć, mając wszystko? ciężko.

sobota, 8 sierpnia 2009

-

dziwne, komfort, czasem w nocy budzę się przerażona, jakbym próbowała uciec przed? przecież. nie znam swojej własnej tajemnicy, zgubiłam klucz, straciłam, zapomniałam; czasem brakuje mi fotografowania, uchwycić nie uchwytne, zatrzymać przemijanie, zacząć od nowa. nie wiem czy słyszę, nie chcę i wolę nie. unikanie cierpienia, świadomie, to egoizm, zdrowy i żałuję, poświęcania siebie. zbyt mało ważne były tamte odczucia. jestem wolna od. jestem też zniewolona. ciągle.