czasem znajduje sie w miejscu, w ktorym nie chce sie byc, jednak nie ma uciekczki, wyjscia ewaukacyjnego, ciezko zauwazyc cos wiecej; wszystkie rozwiazania zostaja tylko niezrealizowanymi planami; kwestia samozaparcia, czy raczej braku.
ciagle czekanie przypomina nieustanny sen, choc nie jest lekkim i przyjemnym zwiewnym marzeniem;
tesknota odczuwalna dlugo przedtem, wszystko nieszczesliwe i niedokonczone.
bola mnie kolana i nadgarstki.
chcialabym byc wesola jak oni,
pic czekolade, wieczorami sluchajac muzyki i patrzac na dym.
chcialabym miec inne marzenia.
sprowadza sie zawsze do jednego; do braku.
do checi dzielenia.
oraz do wszystkich tych porankow gdy przez chwile miedzy jawa a snem wydaje sie ze mozliwe jest wszystko.
piątek, 13 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz