czasem słowa piosenek pięknie oddają... wszystko.
choć to bez znaczenia; prowadzę monologi. toczę bitwy. codziennie, w każdej chwili. stoję przed dylematem, nie znając rozwiązania, które byłoby idealnym zakończeniem wewnętrznych konfliktów. nie potrafię znaleźć miejsca, gdzie czułabym się dobrze. gdzie błogo i cicho. i gdzie nie liczyłoby się nic. najpiękniejszy moment gdy zasypiam, rzeczywistość znika, powoli granica między światem realnym, a wytworami wyobraźni zaciera się;
owe historie, które układam każdego wieczoru, pomagają zasnąć, choć czar pryska w momencie przebudzenia; kiedy na nowo zaczyna boleć mnie żołądek.
nie potrafię. myśleć racjonalnie. czy funkcjonować w miarę sprawnie.
bardzo pogubiona. od tamtego dnia. może jeszcze wcześniej?
marzę by usiąść z książką i kubkiem herbaty. proste. choć niemożliwe do zrealizowania.
najgorszym jest, nie znać odpowiedzi, co byłoby pomocnym, co mogłoby doprowadzić do dogłębnego przeanalizowania zaistniałej sytuacji, wyciągnięcia wniosków oraz ostatecznym zamknięciu pewnego rozdziału.
podświadomie czekam, na coś, co pozwoliłoby uwolnić; niestety, przegapiłam odpowiedni moment, postępując wówczas w zgodzie z własnym sumieniem. choć z perspektywy czasu, żałuję. to strasznie smutne, gdy odczuwa się tak wielką bezsilność. nie mogąc zrobić nic, by nie narażać na jeszcze większe straty. masochizmem byłoby działanie, jego brak jest nim również. wyczerpałam wszelkie możliwości.
piątek, 18 września 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz