niedziela, 9 sierpnia 2009

-

przekroczyłam limit. transferu. przerażające, masochizm. dobijam się, tracąc. wszystko. prawie pierwsza w nocy. gdziegdziegdzie jesteś. czemu nie tu. daleko, nie udaje mi się wyrzucić tego z głowy. nie wiem, o co mi chodzi. nie wiem dlaczego tak. dlaczego sprawdzam siebie. brak kontaktu ze światem, był zdecydowanie lepszy. czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. tysiące zdjęć (żadnych moich, straciłam najlepszego przyjaciela), tam i tu. tu i tam. różnicą jest tylko, że co rano nie patrzę przez okno. niebo widzę z pozycji leżącej. pochmurne. to nie to niebo na ziemi. nie widzę, tego co było. nie nienawidzę, raczej odczuwam żal. i dwa słowa, w głowie przed zaśnięciem. i strach, bo co jeśli te słowa były ostatnimi. przecież wtedy motywy naszych zachowań były całkowicie inne. zbyt duży spokój odczuwam, by zburzyć go, próbując. cokolwiek naprawić, zmienić relacje. to nie moja wina. byłam szczera, oddana, zawsze, dobre serce, miękkie. ile czasu czekać? rok? miesiąc? nie, nie jest źle. przecież przyzwczajona jestem do braku. to stan naturalny. nie ma. nie ma. pustka. jak w piosence "so deep, that it didn't even bleed". nie.czekam. na co? cud? cudów nie ma. a życie tym różni się od bajek, że w bajkach wszystko kończy się dobrze. tu, dobrze się tylko zaczyna. nienawiść motywem przewodnim. nic innego nie przychodzi mi do głowy. zablokuj mnie. przecież sobie poradzę. wybaczę. jak wszystko i zawsze. żadnych obietnic. mam smutek we krwi. odwróć mnie do góry nogami. wiesz, co widzisz. nie zmienisz odpowiedzi, odbicia, nie zmienisz nic, nie chcesz. masz wszystko. o czym marzyć, mając wszystko? ciężko.

Brak komentarzy: