niedziela, 22 sierpnia 2010

x

najlepiej zalozyc sluchawki. by nie slyszec nic.
stracone marzenia, kiedy wszystko okazuje sie rozczarowaniem a nadmierne zaufanie po raz kolejny przynosi zawod.
nie ma zadnych ramion, w ktorych moglabym sie schowac.
nie ma slow pocieszenia i otuchy.
wbijanie szpil, krytyka, choc nie biore jej do siebie tak bardzo jak jeszcze rok wczesniej.
nie ma nas.
wszystko rozpadlo sie gdzies po drodze, uczucia poszarzaly.
nic o mnie nie wiesz, nawet nie chcesz wiedziec.

piątek, 16 lipca 2010

x

brakuje mi chwil samotnosci, zastanowienia, kto wie, moze nawet swego rodzaju melancholii, kiedy wszystko mialo gorzki posmak, kiedy przyszlosc rysowala sie wylacznie w czarnych barwach. czy mozliwa jest tesknota za najwiekszym wrogiem?
"zmienilam sie". to banalne, tak niewiele oddaje, tego co zaszlo, czy zachodzi gdzies w srodku.
patrze w niebo i staram sie dostrzec to co niegdys, gdy czekalam na deszcz, gdy szukalam, sama niewiedzac czego, gdzies posrod chmur.
byc moze pragnelam odpowiedzi, spelnienia marzen.
ciezko ujac w slowa, to samoobserwacja, brak czasu by zdefiniowac, ujac w ramy. nie potrafie juz myslec o sobie w taki sposob jak kiedys. jakbym przeszla do innego swiata, a raczej stala czescia tego kiedys nieosiagalnego.
nie chce czuc juz tesknoty. takiej od ktorej boli zoladek, sciska w srodku i nie widac nadziei. a dookola nikogo. nie tego rodzaju samotnosci pragne.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

s

nie ma czasu na zastanowienie, ktora droga isc;
cma niespodziewane przemienila sie w motyla, w sloneczny dzien, nagle, jego delikatne skrzydla musnely moja reke, to moment, gdy zrozumialam, ze cos zmienilo sie nieodwracalnie, ze odeszlo, prawdopodobnie na zawsze.
idac ulicami, marze by byc gdzies calkiem indziej; w srodku nocy spakowac torbe i uciec; to miasto mnie zabija, niszczy, to miasto nie jest moim miastem, nie jestem moim domem, choc czasem wieczorne niebo otula mnie szczelnie zapachem nadchodzacego lata i pojawia sie ulotna mysl, ze jestem szczesliwa. czy sa jakies granice, czy czlowiek w pewnym momencie potrafi nasycic sie tym co posiada, badz czerpac radosc z faktu, ze po prostu jest, egzystuje, dostal szanse w postaci zycia. czy zachlannosc jest nieodlaczna ludzka cecha, by zawsze chciec wiecej i wiecej, nie widzac umiaru. noce sa krotkie, nie pamietam, choc nie wyrzekam sie czasow, gdy bylo inaczej.
potrzebuje samotnosci, by zastanowic sie, czy wlasciwie wciaz poznaje w lustrze swoja twarz.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

d

czasem w glowie mam zbyt wiele slow.

poniedziałek, 15 marca 2010

x

doba jest za krotka, na realizacje wszystkich pomyslow, chce wiecej i wiecej; idealny stan, kiedy brakuje czasu na snucie ponurych mysli, nie zauwazam deszczu padajacego za oknem, pochlonieta praca tworcza, porzadkowaniem;
czasem tylko budze sie na poduszce mokrej od lez, gdy mecza przykre sny. brakuje mi towarzystwa, choc zle czuje sie w tlumie.

środa, 10 marca 2010

x

nie znajduje czasu na alizowanie, to doglebne, przygnebiajace. powoli spalam papierosy, powieki staja coraz ciezsze i w kilka minut zasypiam, a sny sa bardzo rzeczywiste. nie umiem ukladac mysli jak kiedys, slowa gubia sie gdzies pomiedzy ruchem wskazowek zegara. dziwnie... nastroj by odplynac.

środa, 3 marca 2010

x

chcialabym porzucic wszystko, wyjechac, zgubic w tlumie ludzi. obserwowac samotnie zachod slonca i rozkoszowac.
lekko i sennie, czasem nie odrozniam snow od rzeczywistosci, a marzenia, o ktorych dawno zapomnialam spelniaja zupelnie nieoczekiwanie.
nie przywiazuje sie do niczego i nikogo, swiat calkowicie wykreowany przeze mnie, zbyt jeszcze swiezy i nieznany, by zdecydowac wpuscic kogokolwiek, ryzykujac, ze nieskazitelne mysli zamienia w gradowe chmury.
czasem marze by miec tylko walizke, spakowac co potrzebne, wyrzucic telefon przez okno pedzacego pociagu i zniknac, spogladajac na gwiazdy i czujac przezywajacy dreszcz.
dziwny posmak maja te dni. kiedy znika przeszlosc, a przyszlosc wydaje sie tak daleka.